POCZĄTEK

W dwudziestoleciu międzywojennym nazwę Gdynia znała cała Polska, a echo budowy wielkiego portu i miasta niosło się po Europie i świecie. Państwo, budując infrastrukturę portową i miejską otwierało drogę dla kapitału prywatnego i ludzi interesu, którzy ściągali nad morze. W ciągu zaledwie kilku lat, dzięki funduszom państwowym zbudowano od podstaw największy i najnowocześniejszy port na Bałtyku, a Gdynia stała się morską stolicą Rzeczypospolitej i była najchętniej odwiedzanym miastem w Polsce. Wraz z jego rozwojem zwiększały się potrzeby kulturalne i pojawiały ambicje powołania stałego teatru.

W Gdyni, wraz z amatorskim ruchem teatralnym rozwijało się też życie muzyczne. Znaczną rolę odgrywało Towarzystwo Muzyczno – Dramatyczne Pro Arte, założone w 1928 roku i orkiestra Marynarki Wojennej. Kierował nią kpt. Aleksander Dulin, a częstym gościem w Gdyni był Feliks Nowowiejski, autor Hymnu do Bałtyku i kompozytor opery Legenda Bałtyku.

Rozwój Gdyni pod koniec lat 30 był już tak imponujący, że wiarę w sukces dostrzegła, mieszkająca od dziesięciu lat na Kamiennej Górze Janina Nosarzewska – Adwentowiczowa, była żona aktora Karola Adwentowicza i dawna aktorka Teatru im. Słowackiego w Krakowie. Jako producent i mecenas kultury (w dzisiejszym rozumieniu tych słów) przedstawiła plan działania teatru w Domu Społecznym przy ul. Morskiej, ze sceną obrotową i widownią na 1500 miejsc (!). Obiekt miał być oddany do użytku w listopadzie 1939 r., (pisze o tym Joanna Puzyna w Roczniku Gdyńskim nr 18, 2006). Jednak wybuch wojny zmienił wszystko.

„STODOŁA”

Gdy Niemcy we wrześniu 1939 roku rozpętali II wojnę światową, wysiedlili dziesiątki tysięcy mieszkańców, wymordowali tysiące innych, w tym znaczną część inteligencji. Zagarnęli miasto, do którego ściągali oficerów i żołnierzy, pracujących następnie w bazie Kriegsmarine, zorganizowanej w porcie gdyńskim. W 1942 roku dla nich zbudowali pod Kamienną Górą „Stadthalle” – lokal rozrywkowy z przeznaczeniem na występy rewiowe, w ramach akcji ,,Kraft durch Freude” (Siła przez radość). Obiekt z czerwonej cegły miał pospolity kształt „stodoły”, z uwagi na bardzo spadzisty dach.

TEATR WYBRZEŻE W GDYNI

W Gdańsku stało się odwrotnie, w 1945 roku został spalony i zrównany z ziemią. W tej sytuacji okazało się, że „warunki” do grania nad morzem miała tylko Gdynia. Jesienią 1945 r. w poniemieckiej „stodole” rozpoczął działalność Teatr Miejski Komedia, pod dyrekcją lwowskiej i warszawskiej artystki Heleny Hałacińskiej. Był to jedyny wówczas teatr zawodowy na Wybrzeżu, a pierwszym spektaklem była Moralność Pani Dulskiej. Artystka nie spodobała się jednak władzom i w sezonie 1946/47 dyrekcję tego teatru objął Iwo Gall, zmieniając od razu jego nazwę na Teatr Miejski Wybrzeże w Gdyni. Przywiózł ze sobą zespół, m.in.: Barbarę Kraftównę, Renatę Kossobudzką, Bronisława Pawlika i Ludwika Benoit. Pierwszym przedstawieniem była prapremiera sztuki Tadeusza Gajcego Homer i Orchidea (20.11.1946). Iwo Gall w Gdyni pracował trzy sezony, jego teatr zrealizował 33 premiery i zyskał opinię „najciekawszego teatru w Polsce”. Po utworzeniu w sezonie 1948/49 dwóch nowych scen – kameralnej w Sopocie i Teatru Wielkiego we Wrzeszczu Iwo Gall pozostał w Gdyni, ale w sierpniu 1949 zrezygnował. Nie pokonały go trudne warunki, jakie tu napotkał (ogólna bieda i brak wszystkiego), lecz wprowadzenie w Polsce realizmu socjalistycznego.

Historia Teatru Wybrzeże zaczęła się więc w Gdyni. Dopiero od sezonu 1948/49 oficjalna nazwa teatru zmieniła się na Państwowy Teatr Wybrzeże w Gdańsku, z trzema scenami: w Gdyni – Teatr Dramatyczny, w Gdańsku Wrzeszczu – Teatr Wielki, wspólnie z Filharmonią i Operą Bałtycką i w Sopocie – Teatr Kameralny. W Gdyni miały miejsce legendarne premiery: m.in. ,,Barbarzyńcy Gorkiego” w 1953 r. i ,,Tragedia optymistyczna” Wiszniewskiego w 1955 r. w inscenizacji Lidii Zamkow, ,,Kapelusz pełen deszczu Gazzo” w reżyserii Andrzeja Wajdy w 1959 r. (m.in.: ze Zbigniewem Cybulskim, Edmundem Fettingiem i Zdzisławem Maklakiewiczem), ,,Smak Miodu Delaney” w reż. Konrada Swiniarskiego w 1959 r. i ,,Nosorożec Ionesco” w reż. Zygmunta Hubnera w 1960 r. W sezonie 1955/56 sceny w Sopocie i Gdańsku oddane zostały do remontu – grano wtedy intensywnie w gdyńskiej „stodole”. Jednak w roku 1958 i ta scena wymagała gruntownej przebudowy. Na okres jej remontu miasto oddało do dyspozycji teatru obiekt przy ul. Bema 26, będący dotychczas salą Prezydium Miejskiej Rady Narodowej.

TEATR MUZYCZNY W GDAŃSKU

Doszliśmy do kulminacyjnego momentu – narodzin Teatru Muzycznego, a więc pojawienia się na Wybrzeżu Danuty Baduszkowej, chociaż nie od niej akurat historia się zaczyna. Już wcześniej do Gdańska przyjeżdżał na występy ze swoimi artystami Wacław Śniady, kierownik Operetki Gliwickiej, w której reżyserowała Danuta Baduszkowa. Władzom Gdańska spodobał się i wkrótce powierzono mu historyczną misję. Na mocy uchwały Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej z dnia 28 października 1957 roku utworzono Wojewódzkie Przedsiębiorstwo pod nazwą Teatr Muzyczny w Gdańsku dla „upowszechnienia pełnospektaklowych imprez operetkowych, komedio – muzycznych, wodewili i rewii”. Dyrekcję teatru 1 stycznia 1958 roku objął Wacław Śniady, z zawodu historyk sztuki. Danucie Baduszkowej powierzył funkcję reżysera. Ze Śląska przyjechali razem ze Stanisławem Ptakiem, pierwszym zawodowym aktorem – solistą nowo powstającego zespołu i jego żoną Barbarą. Zespół aktorski i orkiestra zostały skompletowane przez komisję, w skład której oprócz dyrektora i reżysera weszli Zdzisław Bytnar, Wanda Obniska i Henryk Roczyniewski. Zespół i muzyków orkiestry wyłoniono z młodzieży miejscowych szkół muzycznych oraz solistów zespołu estradowego Marynarki Wojennej „Flotylla”.

Ciekawostką jest to, że pierwszy spektakl w dniu 18 maja 1958 został wystawiony w gdańskim Nowym Porcie, w Morskim Domu Kultury. Operetkę Bal w operze na plakacie zaprojektowanym przez Barbarę Ptak, firmował Teatr Muzyczny w Gdańsku.

PIONIERSKA ERA BADUSZKOWEJ

Po drugiej premierze, czyli ,,Orfeuszu w piekle” wystawionym 6 sierpnia 1958 roku w Nowym Porcie – operetce gdańskiej, jak nieoficjalnie nazywano ten teatr, zaproponowano nową siedzibę w Gdyni. Oczywiście mającą charakter tymczasowy, czyli budynek przy Bema 26. Funkcjonował tam wprawdzie Teatr Wybrzeże, ale też przejściowo, bo jego główna siedziba – „stodoła” pod Kamienną Górą była w remoncie, który miał lada chwila się skończyć. Remont jednak przedłużał się, więc wspólne użytkowanie skromnego obiektu przez oba teatry trwało nadal. Grający w „Wybrzeżu” na Bema Zdzisław Maklakiewicz w marcu 1960 r. wyreżyserował w Teatrze Muzycznym operę komiczną ,,Paziowie Królowej Marysieńki”, a Marian Kołodziej zaprojektował pierwszy raz dla tej sceny scenografię.

W sierpniu remont „stodoły” zakończono i w zmodernizowanym obiekcie pod Kamienną Górą wielka przedwojenna aktorka Mieczysława Ćwiklińska zdążyła zagrać swoją ostatnią rolę w sztuce Drzewa umierają stojąc. Jesienią , z 25 na 26 listopada 1960 roku, gdy miasto spało, teatr zaczął płonąć. Spłonął doszczętnie, w wyniku wadliwej instalacji elektrycznej. Wspólne użytkowanie obiektu na ul. Bema było uciążliwe dla obu teatrów. W 1961r. Teatr Muzyczny funkcjonował przy ul. Bema już samodzielnie, a w 1963 r. przeszedł pod opiekę Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni i oficjalnie nazywał się Teatr Muzyczny w Gdyni. Wkrótce zaczęto o nim mówić „teatr Baduszkowej”.

Danuta Baduszkowa, z małymi przerwami podczas których reżyserowała w innych teatrach muzycznych w Polsce, w swoim dokonała rzeczy wielkich. Miała własną wizję nowoczesnego teatru muzycznego, zrywała ze sztampą operetkową, ale nie zarzucała klasyki, bo przecież innego repertuaru nie było. Dla gdyńskiej sceny pozyskiwała od początku do współpracy wybitnych realizatorów. Wprowadziła do repertuaru teatru musicale: w 1965 roku ,,My Fair Lady”, w następnym ,,Fantastyczny Rejs” i ,,Rinaldo”. Do realizacji nowoczesnych sztuk potrzebowała odpowiednich wykonawców, którzy potrafiliby jednocześnie śpiewać, grać i tańczyć. Dlatego już w 1966 roku powołała przy teatrze Studium Wokalno – Aktorskie, jedyne takie w Polsce. W drugiej dekadzie istnienia teatru inspirowała polskich autorów do pisania sztuk muzycznych. Kreowała w ten sposób rozwój nowoczesnego teatru muzycznego i zabiegała o stworzenie wartościowego repertuaru polskiego. Metodami pracy i sposobem myślenia z pewnością wyprzedzała rzeczywistość, jaka panowała w innych teatrach muzycznych…

Gdyńskiemu teatrowi brakowało jednak nowoczesnej sceny, widowni i zaplecza, o tym Danuta Baduszkowa myślała bardzo wcześnie. Zabiegała o nowy obiekt u władz, darzących ją po 25 latach pracy artystycznej coraz większym szacunkiem. Była konsultantem Ministra Kultury i Sztuki. W 1972 roku wmurowała kamień węgielny pod budowę obecnego gmachu na Placu Grunwaldzkim i nadzorowała osobiście każdy etap jego budowy. W międzyczasie w starym budynku przy ul. Bema szkoliła zespół i przygotowywała nowe premiery.

Pod koniec lat sześćdziesiątych do głosu doszło młode pokolenie, słuchające i grające inną muzykę. Mimo, że Danuta Baduszkowa wychowana była w innej estetyce muzycznej – doskonale sobie w tej rzeczywistości radziła. Umiała i chciała słuchać młodych, zwłaszcza tych, traktujących pracę na scenie z pasją – tak jak ona.

Danuta Baduszkowa pod koniec lat siedemdziesiątych walczyła ze śmiertelną chorobą. Jednak jej niezwykły hart ducha, charakter i osobowość powodowały, że nie dawała po sobie tego poznać i pracowała do samego końca. W surowych murach nowego gmachu zdążyła jeszcze wyreżyserować spektakl dla telewizji. Zmarła 15 grudnia 1978 roku. Pół roku później zainaugurowano działalność nowoczesnego obiektu pod Kamienną Górą, którego powstanie jej zawdzięczamy.

CZAS PRZEŁOMU

Gdynia otrzymała nowy, wspaniały gmach teatralny, zaprojektowany przez architektów Daniela Olędzkiego i Józefa Chmiela z Politechniki Gdańskiej. Gmach był tak wielki, że urbaniści musieli poświęcić na jego lokalizację fragment ulicy Sienkiewicza, którą wjeżdżało się na Kamienną Górę i część Placu Grunwaldzkiego. Równolegle obok budowano Hotel „Gdynia”, więc krajobraz tej części śródmieścia uległ istotnym zmianom.

W lutym 1979 roku władze województwa dyrekcję teatru powierzyły Andrzejowi Cybulskiemu, a uroczystego otwarcia nowej sceny dokonano 21 lipca. Teatr Muzyczny przeniósł się do nowego gmachu i w nim rozpoczął sezon artystyczny 1979/80. Dyrektor od początku podkreślał, że jego teatr nie będzie Broadway’em ani Wiedniem, w repertuarze dominowały więc sztuki polskie. Andrzej Cybulski, chociaż deklarował teatr „rezonansu społecznego” był w trudnej sytuacji.

Działalność i dokonania teatru mierzymy kategoriami artystycznymi, jednak żaden nie funkcjonuje w próżni społecznej i kulturowej. Powinien przekazywać prawdę, piękno i wzruszać widownię. Spektaklem, który spełniał te warunki była wystawiona w grudniu 1980 roku Kolęda Nocka Ernesta Brylla i Wojciecha Trzcińskiego, w reżyserii Krzysztofa Bukowskiego, ze scenografią Mariana Kołodzieja. Zwróciła wtedy uwagę całej Polski na Gdynię i dodała skrzydeł zespołowi artystycznemu. Między sceną i widownią zaiskrzyły pozytywne emocje, poczucie jedności. Poprzeczka oczekiwań na kolejne wydarzenia artystyczne poszła w górę.

Największy kapitał, potencjał i siła Teatru Muzycznego w Gdyni tkwiły jednak w jego sprawnym i wszechstronnie wyszkolonym zespole artystycznym, zasilanym co roku młodymi adeptami Studia Wokalno – Aktorskiego. Ten zespół wiedział też, co się gra za żelazną kurtyną. Pancerz polskich sztuk muzycznych, jaki Cybulski musiał teatrowi narzucić, uwierał nie tylko artystów. Andrzej Cybulski poddał się i pod koniec 1982 roku złożył rezygnację, zmuszony do niej przez ówczesne władze stanu wojennego. Zdjęto ze sceny Kolędę Nockę, Uciechy staropolskie i Mahagonę. W teatrze zapanował kryzys.

JERZY GRUZA, ZŁOTE LATA OSIEMDZIESIĄTE

Teatr Muzyczny, który znalazł się pod koniec 1982 roku na zakręcie, potrzebował prawdziwego wodza z autorytetem. Takiego, który wyszkolonych i doświadczonych artystów wyprowadzi z cienia, stworzy atrakcyjny repertuar, odzyska zaufanie widzów i sięgnie po nowe musicalowe zdobycze. Duch miejsca czuwał nad teatrem i zaskoczył wszystkich, bo wkrótce okazało się, że nowym dyrektorem będzie postać wybitna, Jerzy Gruza.

Jerzy Gruza przyjechał do Gdyni w styczniu 1983 roku i był wulkanem energii. Najpierw zrobił przegląd kadr i możliwości zespołu w ,,Madame Sans – Gene” Marianowicza i Kisielewskiego. Wykorzystał kunszt aktorski Urszuli Polanowskiej, Józefa Korzeniowskiego i Kuby Zaklukiewicza, a młody, brawurowo grający zespół, prowadzony jego ręką, kipiał entuzjazmem. Później zmierzył się z ,,Pericholą” Offenbacha, a więc klasyczną operetką, którą obejrzało 35 tys. widzów. Deklarował zdrowy eklektyzm gatunkowy i kontynuację formuły teatru poszukiwań. W lutym 1984 r. teatr wystawił Widma wg „Dziadów” A. Mickiewicza z muzyką St. Moniuszki, w reż. Ryszarda Peryta, które obsypane zostały nagrodami na Konfrontacjach Klasyki Polskiej w Opolu. Po raz pierwszy teatr muzyczny stanął tam w szranki na równi z teatrami dramatycznymi i osiągnął wielki sukces. To był dopiero początek. Mimo powszechnej biedy, czuło się, że nadchodzą dla teatru lepsze artystycznie lata. Kilka tygodni później Gruza zaskoczył wszystkich ,,Drugim Wejściem Smoka” – rodzimym musicalem – kabaretem napisanym przez Andrzeja Korzyńskiego, Stefana Friedmana i Pawła Binke (czyli J. Gruzę). ,,Franek Kimono Story” okazał się najlepszą rewią, jak pisał Tomasz Raczek, jaką można było w 1984 r. zobaczyć na polskich scenach.

Ponadto myślał już poważnie o zrealizowaniu w Gdyni arcydzieła musicalu amerykańskiego. Gdy Franek Kimono bawił całą Polskę, Jerzy Gruza przygotowywał się do wystawienia ,,Skrzypka na dachu”. Licencję „załatwił” (czyli wyprosił za darmo) u kompozytora Josepha Steina tłumacz Antoni Marianowicz, przyjaciel teatru. Premiera w Gdyni odbyła się 24 listopada 1984 roku, odniosła oszałamiający sukces i od tego dnia teatr był zapraszany przez najlepsze sceny w Polsce i na tournee zagraniczne. W tym przedstawieniu wszyscy artyści zagrali doskonale. Niezapomnianą kreację stworzył Juliusz Berger. Maria Trzcińska zagrała we wszystkich 500 spektaklach, nie opuszczając żadnego, co jest swoistym rekordem.

TAJEMNICA SUKCESU

Jerzy Gruza umiejętnie wykorzystywał wielką przestrzeń na scenie i był mistrzem scen zbiorowych. Budziła też szacunek jego ogromna wrażliwość muzyczna. Po sukcesie Skrzypka musiały więc przyjść jego kolejne wielkie premiery: ,,My Fair Lady” (86), ,,Jesus Christ Superstar” (87), ,,Les Miserables” (89), ,,Człowiek z la Manchy” (91) i ,,Żołnierz Królowej Madagaskaru” (91), które ugruntowały bezkonkurencyjną pozycję gdyńskiego teatru jako najlepszej sceny musicalowej w Polsce.

Jerzy Gruza dzięki intuicji w obsadzaniu ról i doświadczeniu reżyserskim umożliwił rozwój artystyczny wielu adeptom Studia Wokalno – Aktorskiego. Za jego kadencji wspaniałe kreacje stworzyły młode solistki: Beata Andraszewicz, Katarzyna Chałasińska, Grażyna Drejska, Ewa Kuculis, Jolanta Mrotek, czy Elżbieta Mrozińska. Wśród solistów talent i klasę pokazali Dariusz Siastacz, Andrzej Śledź i Tadeusz Woszczyński. Wraz z doświadczonymi w bojach musicalowych herosami – Józefem Korzeniowskim, Janem Wodzyńskim, Andrzejem Pieczyńskim, Krzysztofem Stasierowskim, Maciejem Dunalem, Grzegorzem Chrapkiewiczem czy Kubą Zaklukiewiczem – stanowili zespół wyśmienity. Wszystkich nie sposób tu wymienić, ale właśnie ten odpowiedni balans młodości i doświadczenia dawał wspaniałe rezultaty artystyczne.

Amerykański krytyk Washington Post, prof. Glenn Loney, po wizycie w Gdyni w 1986 roku nazwał Teatr Muzyczny „Broadwayem nad Bałtykiem”. Zachwycił go rozmach inscenizacyjny, wielki, tańczący i śpiewający zespół, świetna orkiestra.

NOWE CZASY, BEZ TARYFY ULGOWEJ

Po odejściu Jerzego Gruzy półtoraroczne kierownictwo artystyczne objął Wojciech Trzciński. W 1995 roku wybrano na stanowisko dyrektora Macieja Korwina, artystę z dużym doświadczeniem menedżerskim.

Na początek nowy dyrektor artystyczny wyreżyserował ,,Evitę” Andrew Lloyd Webera z kreacjami Doroty Kowalewskiej i Tomasza Steciuka. Przystępując do prób nie wiedział, że zaczynają się także przygotowania do realizacji filmu. Kiedy po dwóch miesiącach od premiery teatralnej, odbyła się premiera filmu, okazało się, że nie tylko nie odebrał on teatrowi widowni, ale wręcz wpłynął na jej zwiększenie. Podobna sytuacja miała miejsce przy okazji premiery musicalu ,,Chicago”. Przebojem teatru okazał się ,,Scrooge”, z kolejną znakomitą kreacją Andrzeja Śledzia i świetnymi rolami Piotra Gulbierza, Wojciecha Sochy i Anity Urban. Przy realizacji następnych tytułów Korwin podjął współpracę z zachodnimi producentami, dając zespołowi szansę na konfrontacje artystyczne i nowe doświadczenia. Pojawiły się tytuły proponowane przez zachodnie agencje: ,,Szachy”, ,,Wichrowe wzgórza”, ,,Atlantis”, czy ,,Dracula”, które znalazły swoich zwolenników w Gdyni, a co ciekawe jeszcze więcej w Europie. Szczególnym przykładem był musical Szachy entuzjastycznie przyjęty w krajach niemieckojęzycznych, który w Gdyni zagrano zaledwie kilkanaście razy. Na zachodzie Europy podobał się świetnie przygotowany zespół profesjonalistów, którym towarzyszyła zazwyczaj piękna scenografia i kostiumy, a na taką wystawę przecież nie każdy teatr stać, nie tylko finansowo, ale i technicznie.

W 1999 roku Maciej Korwin odważył się na konfrontację z legendą rock – opery ,,Jesus Christ Superstar” z 1987 roku, w reżyserii Jerzego Gruzy. Jednak wyreżyserowane przez Korwina wersje – plenerowa, a później sceniczna, różniły się znacznie. Nie można wszak wejść dwa razy do tej samej rzeki… Zachwycała jednak plastyka przedstawień, która jest wielkim walorem teatru, posiadającego własne pracownie i doświadczonych fachowców. Atutem nowych spektakli stała się również choreografia Jarosława Stańka, z którym Korwin już wcześniej podjął długoletnią współpracę. I to był strzał w dziesiątkę.

Najciekawsze tytuły w Teatrze Muzycznym w Gdyni w tych latach wiążą się właśnie z młodymi twórcami. Wojciech Kościelniak fenomenalnie wyreżyserował ,,Hair” (1999) i ,,Sen nocy letniej” (2001). W obu użyczyli swego talentu Leszek Możdżer, jako kierownik muzyczny i Jarosław Staniek jako choreograf. Ten ostatni dał prawdziwy popis swojego kunsztu, reżyserując również głośny ,,Opentaniec”, za który otrzymał wraz z teatrem liczne nagrody i tytuł spektaklu roku 2003. Później zrealizował hip hopowy projekt 12 ławek oraz Fame, przyciągając do teatru młodą generację widzów. Staniek był także współreżyserem musicali ,,Atlantis” i ,,Chicago” oraz jak się dowiedziałem – reżyserem jednej z anglojęzycznych wersji musicalu ,,Hair”, którą zespół pokazał na tournee w Szwajcarii w 2004 r. W Gdyni mógł w pełni rozwinąć się jego niezwykły talent.

Sławomir Kitowski: Historia miejsca, historia sceny. W: Musicale, operetki, wodewile..., Gdynia 2008